Czas biegnie, pędzi, każdy dzień taki sam, każdy zarobiony pomiędzy: jedzeniem, praniem, spacerami,spaniem Tysi itd. Czasu dla siebie nie mam wcale, zmęczona jestem. Tysia od wakacji ciągle za rączkę chce chodzić, w domu zamiast raczkować - staje przy mnie raczkę wyciąga i tak stoi, potem płacze, potem piszczy i tak ciągle, nic nie można zrobić, bo ona tylko by chodziła, żadna zabawka nie przykuwa Jej uwagi na dłużej. Poza tym Ona chce spacerować tylko z mamą co dodatkowo komplikuje sprawę. Nasza tereorysta nie chcę siedzieć w wózku, włożenie jej do wózka łączy się z walką i ponieważ zawsze Tysia walkę przegrywa, to z Tysi głośnym płaczem. A piszczeć potrafi za dwóch lub nawet za trzech .... głowa pęka, uszy bolą. Pozostaje pytanie: czy ja rozpieściłam Tysię? Jestem pewna, ze nie. Taki to juz charakter: uparty, wiedzący czego chce i dążący po "trupach" do celu. A ten trup to ja:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz