niedziela, 28 kwietnia 2013

Deszcz...

A miało być tak pięknie,
A miało być ponad 30 stopni,
Ja uszy mężowi suszyłam, że po zakupy trzeba pojechac, sandały pokupować, garderobę letnią odświeżyć, bo jak jechać na majówkę mamy to...itp.itd.
A teraz leje, pada non stop, czarno wokół....
I synoptycy zdanie zmienili, teraz weekend majowy będzie deszczowy....to chyba po kalosze pojedziemy.....buuuuu
Niech będzie zimno, niech będzie parno, niech będzie ciemno, ale niech nie pada pleaseeeeee!!!

A kiedyś tak lubiłam deszcz, nastawiał mnie melancholijnie, robiłam sobie ciepłe picie, brałam książkę i czytałam, w przerwach piłam i wsłuchiwałam się w krople uderzające o parapet. To mnie uspokajało, wyciszało, pozwalało uporządkować myśli...kap, kap, kap...
Od kiedy jestem mamą deszcz drażni mnie, zawsze krzyżuje plany i wymusza siedzwnie w domu. Wspólny spacer że znajomymi
Odpada,
Bo pada.

sobota, 27 kwietnia 2013

DECYZJA przez naprawdę duże D

DECYZJA została podjęta,
Pierwszak długo się zastanawiał,
My się zastanawialiśmy co będzie, jak On się zdecyduje,
Zdecydował się...jedzie na obóz piłkarski,
Pierwszy raz sam,
Pierwszy raz bez nas,
Zaliczka wpłacona,
Mentalnie się nastawiam, jak ja to zniosę.
Do tej pory Pierwszak bez rodziców nie chciał nigdzie zostać ani u dziadków, ani na nockę u kolegi, czy brata ciotecznego,
A tu od razu cały tydzień,
Sami nigdy go nie zmuszaliśmy, wiedziałam, że kiedyś dorośnie i sam się zdecyduje,
Zdecydował się, a my uszanujemy Jego decyzję i będzie to najdłuższy tydzień w naszym dotychczasowym życiu.

piątek, 26 kwietnia 2013

Pracowity tydzień...

Mogłoby się wydawać, że brak posta świadczy o braku tematu, ale tym razem brak posta świadczy o nadmiarze rzeczy do zrobienia. Ponieważ w tym tygodniu jest z nami "głowa rodziny", więc wykorzystując okazję postanowiliśmy pozałatwiać przeróżne sprawy i te zaległe i te obecne i kilka na przyszłość.
A więc tak, Pierwszak został zapisany do świetlicy, w której będzie od września spędzał czas przed i po szkole. Skończą się obiadki przed zajęciami, świeżutkie bułeczki itp.
Kolejna wielką zmianą, która czeka tym razem Tysię od września, to opiekunka. Udało nam się przejąć przetestowany "model" po sąsiadach. Pani była nas "odwiedzić" we wtorek. Na początku Tysia przestraszyła się jej, ale potem krok po kroczku kobitka robiła do niej podchody i nawet udało jej się wziąść ją na chwilę na ręce. Podobało mi się, że nie robiła tego na siłę, najpierw krok powoli oswajała Tysię ze swoją osobą, a potem gdy ją miała na rekach, gdy tylko wyczuła niezadowolenie Tysi podała ją od razu tacie. Babcie nasze nie wyczuwają tego momentu. Mam nadzieję, że Tysia ją polubi, a nam będzie się dobrze współpracować. Tylko jak ja zniosę to rozstanie...już na samą myśl płakać mi się chce. Pierwszak był dużo starszy miał rok i 8 miesięcy, a Ona...oj nie będę się rozpędzać, nakręcać....
To dwie najważniejsze sprawy, a poza tym  byłam u fryzjera, zareklamowałam (wreszcie!) kombinezon Tysi. Ciekawe po co mi teraz naprawiony kombinezon w rozmiarze 68? Poprosiłam o zwrot pieniędzy, ale pewnie dostanę naprawiony egzemplarz. Zareklamowaliśmy też gondolę, też mogliby oddać pieniądze.Budka popsuła się na samym początku, ale budka była potrzebna, bez budki trudno jeżdzić w zimie, więc dopiero teraz zareklamowaliśmy.

Z rzeczy bieżących to Pierwszak od środy wrócił do szkoły, Tysia po czterech tygodniach pozbyła się kataru...uffff. Weekend zapowiada nam się imprezowo, gdyż w sobotę rozpoczynamy sezon grillowy u przedszkolnych znajomych, a w niedzielę kolejni przedszkolni znajomi przychodzą nas odwiedzić....straszne fajne mieliśmy przedszkole, zżyłam się z rodzicami, a Pierwszak z dziećmi...w szkole tej zażyłości już nie ma....szkoda.

Miłego weekendu:)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Martwię się

Martwię się,
Tysia marudna,
płaczliwa,
katar męczy,
kaszle,
a przecież to już piąta doba brania antybiotyku.
Wiosna przyszła,
słońce świeci,
a my chyba kolejny dzień w domu spędzimy.
Może popołudniu pójdziemy na krótki spacer,
nie wiem,
zobaczę,
martwię się.

sobota, 20 kwietnia 2013

Dyskutant:)

Pierwszak odrabia zaległości, ale ciągle coś mu przeszkadza, a to katar, a to siku, to Tysia zawędruje do jego pokoju... Patrząc na  brak postępów w pracy, zamknęłam go w pokoju (zamykając drzwi na klamkę...oby nie było nieporozumień) i przykazałam skupić się i pisać. Po pół godzine, wchodzę, patrzę a w książce żadna nowa linijka nie zapelniona. Patrzę na Pierwszaka a on:

-No bo się zagadałem
-A z kim?
-Ze sobą

I myślicie, że mnie to zdziwiło, a skąd, nasz Pierworodny mówi non stóp...dosłownie i rozmówcy nie potrzebuje.

Ps. Zastanawiam się, czy wysyłać go na wycieczkę do Bałtowa, to aż 160 km.

piątek, 19 kwietnia 2013

Wychowanie...rozpieszczanie

W naszym domu jest podział, wyraźny podział, który mnie męczy, bo to ja jestem tak zwanym "złym policjantem". Mianowicie "tato rozpieszcza, a mama wychowuje"- wypowiedziane kiedyś przezi męża, podchwycone przez Pierwszaka zdanie.
Ja mówię nie wolno jeść słodyczy przed obiadem, a tato przecież jeden cukierek nie zaszkodzi.
Ja mówię-nie możesz oglądać telewizji, a tato niech sobie poogląda pół godzinki.
Ja mówię nie kupuj mu tego, bo ma za dużo, nie szanuje itp, a tato - ale on tak chciał.
I wczoraj tato poszedł z Pierwszakiem do sklepu piłkarskiego i wrócili z torbą sportową (przecież sie przyda na treningi, na wyjazdy itp), z oryginalnym strojem FC Barcelona (nie wspomnę, że miał być wymarzonym prezentem urodzinowym) z nowymi butami (bo przecież będą teraz grali na dworze, więc nawierzchnia inna itp) i wracając kupili szczeniaczka uczniaczka, aby Tysi nie było przykro, że nic nie dostała (to akurat bardzo słodkie z ich strony).
A mi pozostało tylko męczyć Pirwszaka i nakazywać nadrabianie zaległości z szkoły, no i jeszcze kazać zupę zejść, posprzątać zabawki i ... wredne babsko ze mnie.
Często tłumaczę małżonkowi w jakiej sytuacji mnie stawia, że postępuje nieodpowiedzialnie i.... (tu następuje długi mój monolog). Ale po chwilowej poprawie, zawsze wracamy do punktu wyjścia.
Pierwszak jest jeszcze młodziutki, ale już wyczuwa te różnicę między nami, a kiedyś będzie czerpał z tego korzyści rękami i nogami i na pewno czymś jeszcze.
Zdrowie dziecików poprawia się, przy czym u Tysi bardziej spektakularnie, pewnie za sprawą antybiotyku, a u Pierwszaka powolutku. Ale humory dopisuą:)

Wieczorem
Może w oczach Pierwszaka nie jestem aż taką zouzą. Po wspólnym czytaniu usłyszałam:
-Mamo jesteś najukochańszą mamą na świecie.
Ochhhhhh.......

Dobranoc!

czwartek, 18 kwietnia 2013

Postanowienie Pierwszaka

Tysia lepiej. Nie gorączkuje, humorek się poprawił, tylko ta "katarzyna" strasznie męczy.
***
Byłam dziś w szkole po książki Pierwszaka, będziemy odrabiać zaległości. Przeglądając książki znalazłam bardzo ciekawe postanowienie noworoczne:

środa, 17 kwietnia 2013

Wiosna...achhhh

Pierwszy antybiotyk Tysi.
Tysia od czterech tygodni walczy z różnymi infekcjami i ucho w tym przysłowiowym dzbanie się urwało i Tysia poległa. Wyrzynająca się od wczoraj górną lewą jedynka, też nie pomaga jej w walce, a wręcz przeciwnie osłabia organizm. Bidulka teraz śpi, słychać tylko jak w nosie gra "katarzyna".
A Pierwszak też w domu siedzi, teraz posiedzimy dosłownie, bo mamy zakaz wychodzenia na dwór.
Na szczęście tato po zabiegu wrócił do domu.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Zmiany

Zmiany....
Pierwszak zawsze panicznie bał sie zostawać san w domu, nawet na chwilkę. Jak byłam w ciąży z Tysią zostawiłam telefon w samochodzie, wiedząc, że mąż denerwować sie będzie brakiem kontaktu trzeba było zejść na parking po telefon. Pierwszak iść nie chciał, więc po namowach został w domu. Co prawda toczyłam się wtedy bardzo, ale pomimo tego cała "wyprawa" zajęła maksymalnie 10 minut. Gdy wróciłam Pierwszak przestraszony, z łzami w oczach czekał na mnie. A dziś, po około połowie roku od tamtego wydarzenia, Kacper został sam w domu na całe dwie godziny. Uzbroiłam go w telefon i telewizję i poszłam pod blok, kręcić kółka Tyśkowym wózkiem. Najpierw miałam tylko uśpić Tysię i od razu wrócić do domu, ale Pierwszak (po telefonicznej naradzie) dał mi więcej czasu.
A wieczorem mówił tacie, że jest bardzo dzielny, a w byciu dzielnym pomogła mu telewizja. A jednak do czegoś telewizja się przydaje.

Martwię się - Tysia ma gorączkę.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wiosna przyszła i ...

Tak się cieszyłam, że wiosna, że w końcu słońce, że przyjemnie, że ciepło. Tak bardzo pragnęłam tej wiosny, że zapomniałam, że z tą wiosną różnie w naszym domu bywa. Pierwszak alergikiem i astmatykiem jest i jak tylko wiosna się przebiła, tak jego z wielką siłą zaatakowały pyłki. Oczy, gardło, nos biedaczysko nasze chęci do robienia czegokolwiek stracił, siedzi przygaszony, smutny. Lekarstwa, które mogliśmy podać podaliśmy, a teraz musimy czekać, aż się polepszy. W domu jutro z nami zostanie, a może i pojutrze i popopo....coś wymyślimy, aby nam wesoło było, tym bardziej, że tato na trzy dni nas samych zostawia.

Tato odebrał dziś paczkę z Empiku a w niej "Różnimisie" bardzo jestem ciakawa, czy Tysi się spodoba. Pierwszak przeczytał, skomentował: "bardzo dziwna ta książka, nie ma co czytać i te rysunki dziwne" i odłożył na półkę, jemu się nie spodobała, ale przecież to nie dla niego "Misie".

Dopisane po czasie.
Pierwszak jeszcze kilka razy w ciągu dnia zerkał na "Misie", wciągnął się i decenił. Mając książeczkę w ręku co chwilę krzyczał: "mamo a zauważyłaś...?"
A Tysia zdecydowanie jest za mała na tą książkę. Sympatię u niej wzbudził tylko brudny miś:)

piątek, 12 kwietnia 2013

Tysia:)

Czego nauczył Brat Tysię?
Zabawy z piłką. Najpierw było to wyrzucanie z łóżeczka, teraz Tysia siedzi na podłodze i gra z bratem w piłkę - rzucają sobie nawzajem.
Co lubi Tysia?
Tysia uwielbia, jak jej się czyta. Ma swoje ulubione książki i
-gdy zaczynam recytować tekst książki, sięga po właściwą;
-gdy czytamy "Księgę dzwięków" i dochodzimy do strony z Mamą, Tysia zadziera główkę i czeka aż mam zrobi buzi buzi, gdy czytamy stronę z rączkami - Tysia klaszcze;


-gdy czytamy "Jest tam kto?" Tysia puka w dzrzwi i gra na bębenku z Kajtkiem, a gdy Misie idą spać tuli się do mnie;

-gdy czytamy "Gałgankowy skarb" i mama płacze, jak Kasia, to Tysia przytula sie do mnie, tym gestem pociesza mnie;

-gdy Tysia chce żeby jej poczytać, wybiera swoją książkę, siada, zadziera wysoko główkę, patrzy na mnie i czeka.....to mnie rozczula strasznie.

środa, 10 kwietnia 2013

Nauka Pierwszaka

- Mamo  dzis mam pracę domową z j. angielskiego
( najpierw następuje zdziwienie)
- hmmm
(a potem radość... to wreszcie coś się ruszyło, czegoś się nauczymy !!!)
- to czego będziemy sie uczyć Synku?
-mam skończyć kolorować historyjkę, bo w szkole nie zdążyłem
Czy ktoś mi wytłumaczy po co w nauce j. angielskiego tyle kolorowanek?
Mam wrażenie, że od pół roku nic innego nie robią tylko kolorują, a i tak nazwy  kolorów nie zostały perfekcyjnie opanowane.
Jak już się żalić to dokońca.
Zajęcia komputerowe, coś co mnie irytuje nieprzeciętnie.
Standardowy dialog, który odbywa się u nas co tydzień:
-jak było dziś w szkole?
-.......
-a na zajęciach komputerowych?
-rysowaliśmy w "pejncie"
-co tym razem?
-kolaż
Od września nie robią nic innego tylko rysują w "pejncie" i to pod warunkiem, że dziecko ma szczęście i zasiadło przy działającym komputerze. Dziś Pierwszaków miał pecha i przyglądał się jak inni rysują, bo jego komputer nie działał, ale z drugiej strony nic nie stracił, gdyż dokładnie tak jak tydzień temu, rysowali w "pejncie" temat " Wielkanoc"
wrrrrrrrrrrrrrr!!!!!
Przeraża mnie poziom, jaki jest obecnie w szkole. Dzieci zamiast rozwijać się, uczyć nowych rzeczy to mało konstruktywnie odsiadują swoje w szkole:(

wtorek, 9 kwietnia 2013

Dobranoc

-Dobranoc Synku i pamiętaj, że bardzo Cię kocham.
-A ja cię kocham najmocniej na świecie. Najpierw Tysię, potem ciebie i tatę. Kiedyś najmocniej kochałem ciebie, ale teraz najmocniej kocham Tyśku.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Nowy stosik:)


Tak więc wymarzony stosik z Empiku dotarł do domu. Pierwszak zostanie obdarowywany sukcesywnie, gdyż inaczej będzie chciał czytać kilka książek na raz, a ja tego nie lubię. A Tysia od razu dostała swoje dwie książki. Obie bardzo jej sie podobają i obie kilkakrotnie przeczytane zostały. I taka moja refleksja dotycząca tych książek-jestem po prostu zachwycona. A dlaczego? Mam po pierwszaku dużą ilosć klasyki, książeczek z ukrytymi obrazkami, cały zestaw obrazków malucha, ale te dzisiejsze książki są inne. W małej ilości treści, treści przepięknie zilustrowanej, ukrytą jest studnia wiedzy dla Tysi. I tak czytając "Bardzo głodną gąsienice" dziecko poznaje: dni tygodnia, liczby, kolory. Czytając "Jest tam kto?" dziecko uczy się kolorów, liczb, a do tego schemat książki i ilustracje pozwalają czytać ją na prawdę na wiele sposobów. Oj chyba całą serię Tysi kupię.
We wspomnianym stosiku dotarła do nas książka "Mamoko na litery" kupiłam ją dla Pierwszaka, ale nie będąc pewna czy mu sie zabawa w litery spodoba, stwietdziłam, że kiedyś dla Tysi będzie. Ale "Mamoko na litery" wciągneły naszą trójkę (Pierwszaka, mamę i tatę) strasznie. Siedzieliśmy wpatrzeni w ilustracje i prześcigaliśmy się aby odnaleźć poszukiwane wyrazy...na prawdę można stwierdzić, że jest to ksiażka, która łączy pokolenia:)
Podsumowując...zakupy, zaskoczyły mnie samą, bardzo pozytywnie:)

sobota, 6 kwietnia 2013

Nie ważne !?

- mamo, a Olek mówi, że jego mama jest bogata i ma dużo pieniędzy
-wiesz, że nieładnie jest się tak chwalić
-on mówi, że jego mama może mu wszystko kupić, co będzie tylko chciał ( powiedział Pierwszak z zazdrością w głosie)
-a Ty możesz powiedzieć, że Twoja mama kocha Cię najmocniej na świecie
-ale to nie jest ważne
-jak to nie jest, a wiesz ile jest dzieci, które marzą o tym, aby je ktoś pokochał
-wiem w domu dziecka.
(chwila zastanowienia)
-ale nie o to chodzi
-a o co?
-jak bym tak chłopakom powiedział to by się ze mnie śmiali :(
(powiedział Pierwszak ze smutkiem w głosie)
Tak więc wkraczając do szkoły wkroczył Pierwszak w materialny świat, gdzie obciachem jest przyznać się, że mama mnie kocha.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Sentymentalnie

 Dziś egzamin klas szóstych, więc pierwszaki mają odwołane lekcje (???).  Siedzimy więc w domu, gdyż Tysia wciąż chora i pogoda nie sprzyja "wózkowym" spacerom. Ponieważ z ostatniej wizyty w domu przywiozłam kolejny zestaw kaiążek  z dzieciństwa (tym razem bardziej dziewczęcy) postanowiłam znaleźć mu miejsce. Ostatnio ksiażki upycham, bo biblioteczka za mała, ale mam oddzielną szafke dla moich "staruszków". No i zawsze tak jest, że jak tylko tą szafkę otworzę, to wszystko z Pierwszakiem od nowa ogladamy, czytamy. Ma w tej półce specjalne miejsce, no i jako jedyna ksiązka w koszulce foliowej leży, moja ukochana ksiażka z dzieciństwa. Planowałam ją kiedyś zanieść do introligatora, ale ponieważ niedawno wyszło jej wznowienie, więc pozostała w sowim "oczytanym" charakterze. Od kiedy pokazała się ponownie na rynku, książką tą obdarowywałam wszelakie dziewczynki znajomych. I Tysia swój nowiutki egzemplarz dostała jako pierwszy prezent ode mnie. A tu takie małe porównanie obu egzemplarzy:
 
 
A oto dowód, że mama nie dokońca dbała o ksiązki:





Pierwszak, jak zobaczył tę stronę, skomentował:

- Tyśka ma to po tobie.
(Tyśka nasza, jak narazie, uwielbia niszczyć strony)
I muszę dodać, że Pierwszak żadnej książki nigdy nie zniszczył. Jak był malutki czytaliśmy "miękkie" ksiazki i do tej pory są w nienaruszonym stanie, poza dwoma, które próbowałam przeczytać Tyśce:)


środa, 3 kwietnia 2013

W szkole

- Jak było w szkole?
- dobrze
- A czego się uczyliście?
- a nic
- A może coś ciekawego się wydarzyło?
- a nic
-To po co Ty chodzisz do tej szkoły?
- nie wiem


I ja nie wiem, bo w szkole rzeczywiście mało sie dzieje i do tej pory nowego nie nauczył sie Pierwszak nic ... no może poza jednym:

- Mamo wiesz, że to co chłopaki tu mają, to nie jądra tylko jaja!
-.....
- I można chłopaka kopnąć w jaja.
- A kto Cię tak wyszkolił?
- chłopaki z klasy

wtorek, 2 kwietnia 2013

"Spotkał katar Katarzynę"

Tysia chora.
Tak strasznie mi jej szkoda i tak bardzo chciałabym jej pomóc.
Zaczęło się tydzień przed Świętami katarem, ponieważ pomimo naszych zabiegów katar wciąż był, poszliśmy do lekarza. Ten stwierdził, że Tysia jest zdrowa, a przyczyną kataru mogą być górne jedynki, które będą się wyłaniać. Troszkę Tysi katar przeszedł, więc pojechaliśmy na Święta. Tam miała katar, ale taki, który niczego złego nie zapowiadał. A już wczoraj w nocy Tysi katar spać nie dał, flegma zalewała gardełko, pojawił się kaszel, więc poszliśmy do doktora. Ten również stwierdził to samo co poprzedni. Po popołudniowym spaniu Tysi oczka były zaropiałe i wyglądały, jak malutkie szparki. A w nocy ropa zalała (dosłownie) oczy, flegma zalała gardło - Tysia męczy się strasznie, a my już nie wiemy co mamy robić. Wszystkie nasze działania nie pomagają. Lekarka, patrząc na jej dziąsła stwierdziła, że taki katar może mieć jeszcze miesiąc, mam nadzieję, że się myli. Swoją drogą te zęby, to dziwny twór: męczą dzieci, jak się wyrzynają, potem wypadają, aby wyrosły kolejne, które często pomimo pielęgnacji psują się i sprawiają dużo bólu.
Pierwszakowi naszemu ząbki bez żadnych komplikacji przed pierwszym rokiem wszystkie się pojawiły. W wieku 5 lat zaczął zmieniać mleczne ząbki na stałe. Dziś pomimo nie całych siedmiu lat ma już 7 stałych zębów. A biedna Tysia tak się męczy. Już sama nie wiem, czy to wszystko co ją męczy, może mieć swoje źródło w ząbkach, których jeszcze nie widać.
Tak bym chciała jej pomóc, oby się tak nie męczyła.
Uszy nastawiam na odbiór najniższej częstotliwości i spróbuję zasnąć.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Zima

Zimą pełną parą i to co napisałam wcale nie jest żartem Prima aprillis'owym:(

A my znów w drodze....