- Mamo dzis mam pracę domową z j. angielskiego
( najpierw następuje zdziwienie)
- hmmm
(a potem radość... to wreszcie coś się ruszyło, czegoś się nauczymy !!!)
- to czego będziemy sie uczyć Synku?
-mam skończyć kolorować historyjkę, bo w szkole nie zdążyłem
Czy ktoś mi wytłumaczy po co w nauce j. angielskiego tyle kolorowanek?
Mam wrażenie, że od pół roku nic innego nie robią tylko kolorują, a i tak nazwy kolorów nie zostały perfekcyjnie opanowane.
Jak już się żalić to dokońca.
Zajęcia komputerowe, coś co mnie irytuje nieprzeciętnie.
Standardowy dialog, który odbywa się u nas co tydzień:
-jak było dziś w szkole?
-.......
-a na zajęciach komputerowych?
-rysowaliśmy w "pejncie"
-co tym razem?
-kolaż
Od września nie robią nic innego tylko rysują w "pejncie" i to pod warunkiem, że dziecko ma szczęście i zasiadło przy działającym komputerze. Dziś Pierwszaków miał pecha i przyglądał się jak inni rysują, bo jego komputer nie działał, ale z drugiej strony nic nie stracił, gdyż dokładnie tak jak tydzień temu, rysowali w "pejncie" temat " Wielkanoc"
wrrrrrrrrrrrrrr!!!!!
Przeraża mnie poziom, jaki jest obecnie w szkole. Dzieci zamiast rozwijać się, uczyć nowych rzeczy to mało konstruktywnie odsiadują swoje w szkole:(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz