Dziś egzamin klas szóstych, więc pierwszaki mają odwołane lekcje (???). Siedzimy więc w domu, gdyż Tysia wciąż chora i pogoda nie sprzyja "wózkowym" spacerom. Ponieważ z ostatniej wizyty w domu przywiozłam kolejny zestaw kaiążek z dzieciństwa (tym razem bardziej dziewczęcy) postanowiłam znaleźć mu miejsce. Ostatnio ksiażki upycham, bo biblioteczka za mała, ale mam oddzielną szafke dla moich "staruszków". No i zawsze tak jest, że jak tylko tą szafkę otworzę, to wszystko z Pierwszakiem od nowa ogladamy, czytamy. Ma w tej półce specjalne miejsce, no i jako jedyna ksiązka w koszulce foliowej leży, moja ukochana ksiażka z dzieciństwa. Planowałam ją kiedyś zanieść do introligatora, ale ponieważ niedawno wyszło jej wznowienie, więc pozostała w sowim "oczytanym" charakterze. Od kiedy pokazała się ponownie na rynku, książką tą obdarowywałam wszelakie dziewczynki znajomych. I Tysia swój nowiutki egzemplarz dostała jako pierwszy prezent ode mnie. A tu takie małe porównanie obu egzemplarzy:
A oto dowód, że mama nie dokońca dbała o ksiązki:
Pierwszak, jak zobaczył tę stronę, skomentował:
- Tyśka ma to po tobie.
(Tyśka nasza, jak narazie, uwielbia niszczyć strony)
Pierwszak, jak zobaczył tę stronę, skomentował:
- Tyśka ma to po tobie.
(Tyśka nasza, jak narazie, uwielbia niszczyć strony)
I muszę dodać, że Pierwszak żadnej książki nigdy nie zniszczył. Jak był malutki czytaliśmy "miękkie" ksiazki i do tej pory są w nienaruszonym stanie, poza dwoma, które próbowałam przeczytać Tyśce:)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz