niedziela, 31 marca 2013

Czytelnicy

Pogoda sprzyja naszemu hobby. Jest zimno, wietrznie, pada śnieg z deszczem pozostaje nam wypoczywać przy lekturze.

 

Nie pamiętam Świąt Wielkanocnych z taką ilością śniegu. Kocham klimat Świąt Bożego Narodzenia, pozostaje więc postawić choinkę, wyjrzeć przez okno i czekać na pierwszą gwiazdkę:)

WESOŁYCH ŚWIĄT!!! 

sobota, 30 marca 2013

Mój Dom!

Z przyczyn niezależnych od nas, z przyczyn których wolimy nie pamiętać, zmuszeni byliśmy wsadzić cały bagaż do samochodu i znów jechać. Tym razem do moich rodziców. Przyjemnie, jak ktoś jest przeszczęśliwy, że Cię widzi, jak ktoś nie może uwierzyć, że jednak mimo zapowiedzi, że Ciebie nie będzie-jesteś. Dobrze, że jest taki dom, gdzie zawsze, o każdej porze możesz zwalić się komuś na głowę, a ten ktoś będzie przeszczęśliwy. Dobrze, że moje Dzieci mają taki Dom, szkoda, że jest tak daleko od Ich własnego domu.

Oby resztą Świąt była cudowną....postaramy się dla Was Dzieciaczki!

piątek, 29 marca 2013

Jadąc

Po kąpieli, kiedy założenie ubrania Tysi staje się nie lada wyczynem, tato zabawia ją chowając sie za ręcznik i robiąc "a kuku" i pewnie na wzór tejże zabawy podczas drogiTysia wymyśliła swoją wersję "chowanego". Siedząc w foteliku chowała się za kocykiem, poczym na słowa "gdzie jest Tysią" wychylaĺa się, a cieszyła się przy tym w głos. Niby fajnie, ale jak się jedzie ponad 4 godziny, z czego dwie Tysia chciała bawić sie w "chowanego" można mieć dość:)

Ale nowa umiejętniść została nabyta, właściwie nie nabyta, ale przez samą Tysię wymyślona. Co ciekawe również w tym tygodniu, w środę, dzieciaki pierwszy raz wspólnie się bawiły. Zabawa polegała na wyrzucaniu piłki z łóżeczka przez Tysię, a Pierwszak wrzucał z powrotem do łóżeczka i tak w kółko. Zabawa sprawiła wiele radości Tyśce, chyba dlatego, że brat tak dużo czasu jej poświęcił (całe  plus/minus  20 minut). Czas trwania zabawy świadczył o nieprzypadkowości zachodzących zdarzeń:) Tyśka chciała dłużej, ale Pierwszak stwierdził, że nuda :) Tysia zmienią się z dnia na dzień, codziennie czymś nas zaskakuje. Sądzę, że duży wpływ na jej rozwój ma Pierwszak, którego Tysia nie spuszcza z oczu, gdy ten tylko pojawi się w zasięgu jęk wzroku.

czwartek, 28 marca 2013

Świąteczna wyprawa...jedziemy!!!

Pakujemy spodnie, buty, bluzki i pieluchy. Do tego dorzucamy kilka książek dla Tysi, dwie książki dla Pierwszaka i jedną dla mnie (pewnie zostanie zapakowana, wywieziona a potem w nienaruszonym staniek przywieziona). Na Święta wyjeżdżamy do Dziadków, rzadko tam jeździmy, więc Tysia jeszcze ich nie zna (widziała ich raz, więc pewnie nie pamięta), a skoro ich nie zna, to będzie chciała być tylko u mamy na rękach, więc w Święta biceps sobie wyrobię, no i pierwszy raz w Święta nie grozi mi przytycie, gdyż Tysia alergiczką jest i niewiele zejść mogę.

Pierwszak do Dziadków bardzo lubi jeździć. Pewnie dlatego, że jest tam oczkiem w głowie Dziadka i robi z nim, co tylko chce. Na szczęście narodziny Tysi tego nie zmieniły. Niestety moich rodziców Tysia rozkochała w sobie i oni chcą dzielić czas pomiędzy nimi. I jak o nas Pierwszak nie jest zazdrosny, to o Dziadków bardzo. W zazdrości swojej się zamyka, smutny się robi strasznie i wtedy bardzo mi go szkoda. Pierwszak jest strasznie wrażliwym, uczuciowym dzieckiem. Bardzo trzeba uważać, aby słowem mu nie sprawić przykrości, przy czym muszę podkreślić, że przewrażliwiony nie jest, wszystko odbywa się w granicach rozsądku.

Pierwszak się cieszy, Tysia zamieszanie związane z pakowaniem ogląda z zainteresowaniem.

Pierwszak krytycznym okiem patrzy na Tysię, potem na mnie i mówi:
- mamo ubierz Ją ślicznie, aby wyglądała jak królewna. Dziadkowie się zdziwią, że mamy taką piękną Dziewczynkę.

Tak więc specjalnie dla Niego Tysia będzie ubrana na różowo, niech Dziadkowie wiedzą, że mamy śliczną Córcię.

No to w drogę!

My

Jacy jesteśmy?

Zwyczajni, normalni, mało charakterystyczni. Żyjemy sobie sami w dużym mieście, mieszkamy na dużym osiedlu, na wakacje jeździmy nad polskie morze lub w polskie góry...mówiłam jesteśmy standardowi do bólu.

Co lubimy?

Ja uwielbiam czytać, może to mało oryginalne hobby, ale cóż ja zrobię, że od małego uwielbiałam czytać, wąchać, głaskać, tulić książki. Lubię czytać książki i lubię posiadać na własność książki. Udało mi się zaszczepić miłość do książek Pierwszakowi. Dzień bez czytania jest dniem straconym. Od taty Pierwszak otrzymał miłość do piłki nożnej...kolejne mało charakterystyczne hobby. Ale ile radości sprawiają zdobyte gole, a ile smutku przegrane turnieje.

Tysia też uwielbia piłkę, ma już kilka swoich i lubi się nimi bawić. A książki to oddzielna historia.Gdy była w brzuchu, była mało aktywna (tak samo jak Pierwszak), ale gdy tylko wieczorem zasiadałam (a właściwie kładłam się) do naszej wspólnej lektury, to gdy tylko zaczynałam czytać, od razu  zaczynała harcować. Gdy się urodziła i jeszcze tylko leżała kładliśmy ją między nas i czytałam, a oni słuchali. Teraz, gdy raczkuje i ręce wyciąga po wszystko, czytanie książek Pierwszaka razem z Nią nie jest możliwe, bo od razu wyciąga swoje pulchniutkie rączki i łapie, pociąga, a na niszczenie książek ja się nie zgadzam, więc czytamy teraz bez Niej. I jest to taki czas tylko dla nas. A ona oczywiście ma swoją własną biblioteczkę po części odziedziczoną po Pierwszaku, ale ma też  nowe książeczki. Ostatnio kupiłam jej "Księgę dźwięków" nie wiem, co jest w tej książce, ale czytamy ją w kółko, uwielbia ją strasznie. Pomysł książki taki prosty, więc nie wiem, czy ilustracje tak przyciągają, czy odgłosy wydawane podczas czytania, grunt, że się podoba. Tak więc pasja czytelnicza w Tyśce rozwijana jest również.

Na obiady najczęściej jemy zupę pomidorową lub rosół lub krupnik, a na drugie kotlety lub pizzę. 

Jak widać jesteśmy stanadardową, zwyczajną wcale nie oryginalną rodzinką.

A oto jedna z wielu stron w nowej książce Tysi, która mnie rozczuliła:




A ta rozbawiła Pierwszaka:

 

wtorek, 26 marca 2013

Gdy było nas Troje ...

Miał być "Czas dla Was", ale drażnił mnie ten tytuł, więc go zmieniłam:)
A oto historia Dwojaków....

Kiedyś było nas troje, ale wkrótce miała pojawić się Ona.

-Synku chciałbyś mieć rodzeństwo?
- nie (powiedziane krótko i dosadnie )
- hmmmmm....a dlaczego?
- bo jak ono się urodzi to też musielibyście je kochać.
No tak, argument nie do odrzucenia.

Po długich dyskusjach i odpowiedniej argumentacji zapragnął Pierwszak brata.

- Synku będziesz miał rodzeństwo!
- super to teraz będę dwojakiem

-Wiesz tak mi się wydaje, że lepiej abyś miał siostrę.
-nie, ja chcę brata
-ale siostry na pewno nie będą interesować te Twoje Star Warsy
-będziecie jej musieli kupić lalki
-pewnie tak
- to ja już wole siostrę
podstawa to siła argumentu...tak wiem mało wychowawcza, ale cel został osiągnięty....a dziś już nikt nie pamięta dlaczego Pierwszak zapragnął siostry.

A kocha ją....chyba najmocniej z nas wszystkich, o ile to możliwe.
Ma skubanica szczęście...rozkochała w sobie wszystkich do granic możliwości.


Czas dla Was???

Po napisaniu poprzedniego posta, po nadaniu tytułu "Czas dla Was" zaczęłam zastanawiać się nad powyższą interpretacją darowanego czasu. A dokładnie kto jest dawcą, a kto odbiorcą. Czy rzeczywiście to ja jestem taka wspaniałomyślna obdarowując Dwojaki moim czasem?
I zrozumiałam, że to One są tak miłe, że pozwalają mi obdarowywać ich, bo czyż nie jest tak, że czym dzieci starsze tym mniej czasu chcą spędzać z rodzicami. Później musimy wepchać sobie wolny czas pomiędzy kartki ciekawej książki, bo dzieciaki i tak wolą spędzać go...nie z nami.
Tak więc reasumując: jestem teraz z Wami, jest to czas dla Was, bo Wy jeszcze chcecie go ze mną spędzać....i oby tak zostało jak najdłużej:)

poniedziałek, 25 marca 2013

Wasz czas

Wasz czas???
Czyli czyj???
Skoro ja piszę to musi być mój!
Więc dlaczego Wasz?
Gdyż ... dla Was, z Wami, przy Was, wokół Was.........
Za kilka lat będzie tylko mój a teraz cieszę się, że mogę ofiarować go tylko Wam.
 
Od niedawna jest nas do pary: dwa + Dwa...
Od niedawna spędzam czas w domu rozkoszując się chwilą bycia tylko mamą. Całkowicie mi to nie przeszkadza, bo wiem z doświadczenia, że potem będę tęsknic do tych chwil spędzonych leniwie na czytaniu po raz kolejny "Koteczka":).
Chwilo trwaj...

Zdecydowanie potrzebowałam Drugiego cudu do pary, aby odnaleźć się w tej sytuacji, aby rozkoszować chwile. To nie znaczy, że tylko wspomniany "koteczek"  dla Tyśki cieszy mnie, oj nie. U Pierwszaka wspólne zaczytywanie się w "Opowieściach z Narnii" rozczula mnie tak samo. Patrzę na Pierwszaka i zastanawiam się,  kiedy minęło te 7 (!!!) lat i dlatego postanowiłam spisywać dla siebie, dla Nich chwile, oby zostały z nami na długo.