piątek, 19 kwietnia 2013

Wychowanie...rozpieszczanie

W naszym domu jest podział, wyraźny podział, który mnie męczy, bo to ja jestem tak zwanym "złym policjantem". Mianowicie "tato rozpieszcza, a mama wychowuje"- wypowiedziane kiedyś przezi męża, podchwycone przez Pierwszaka zdanie.
Ja mówię nie wolno jeść słodyczy przed obiadem, a tato przecież jeden cukierek nie zaszkodzi.
Ja mówię-nie możesz oglądać telewizji, a tato niech sobie poogląda pół godzinki.
Ja mówię nie kupuj mu tego, bo ma za dużo, nie szanuje itp, a tato - ale on tak chciał.
I wczoraj tato poszedł z Pierwszakiem do sklepu piłkarskiego i wrócili z torbą sportową (przecież sie przyda na treningi, na wyjazdy itp), z oryginalnym strojem FC Barcelona (nie wspomnę, że miał być wymarzonym prezentem urodzinowym) z nowymi butami (bo przecież będą teraz grali na dworze, więc nawierzchnia inna itp) i wracając kupili szczeniaczka uczniaczka, aby Tysi nie było przykro, że nic nie dostała (to akurat bardzo słodkie z ich strony).
A mi pozostało tylko męczyć Pirwszaka i nakazywać nadrabianie zaległości z szkoły, no i jeszcze kazać zupę zejść, posprzątać zabawki i ... wredne babsko ze mnie.
Często tłumaczę małżonkowi w jakiej sytuacji mnie stawia, że postępuje nieodpowiedzialnie i.... (tu następuje długi mój monolog). Ale po chwilowej poprawie, zawsze wracamy do punktu wyjścia.
Pierwszak jest jeszcze młodziutki, ale już wyczuwa te różnicę między nami, a kiedyś będzie czerpał z tego korzyści rękami i nogami i na pewno czymś jeszcze.
Zdrowie dziecików poprawia się, przy czym u Tysi bardziej spektakularnie, pewnie za sprawą antybiotyku, a u Pierwszaka powolutku. Ale humory dopisuą:)

Wieczorem
Może w oczach Pierwszaka nie jestem aż taką zouzą. Po wspólnym czytaniu usłyszałam:
-Mamo jesteś najukochańszą mamą na świecie.
Ochhhhhh.......

Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz