Pierwszak odrabia zaległości, ale ciągle coś mu przeszkadza, a to katar, a to siku, to Tysia zawędruje do jego pokoju... Patrząc na brak postępów w pracy, zamknęłam go w pokoju (zamykając drzwi na klamkę...oby nie było nieporozumień) i przykazałam skupić się i pisać. Po pół godzine, wchodzę, patrzę a w książce żadna nowa linijka nie zapelniona. Patrzę na Pierwszaka a on:
-No bo się zagadałem
-A z kim?
-Ze sobą
I myślicie, że mnie to zdziwiło, a skąd, nasz Pierworodny mówi non stóp...dosłownie i rozmówcy nie potrzebuje.
Ps. Zastanawiam się, czy wysyłać go na wycieczkę do Bałtowa, to aż 160 km.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz