niedziela, 25 sierpnia 2013

Poważne zmiany, czy na dobre? ... wątpie!

23 sierpnia około godziny 14.30 Tysia ostatni raz została poczęstowana mlekiem mamy. Decyzja o odstawieniu Tysi od piersi została podyktowana koniecznością powrotu mamy do pracy, i tym samym pozostawienia Tysi z opiekunką. Bałam się, że brak możliwości przytulenia się do mamy i popicia mleczka dodatkowo zestresuje Tysię, tym bardziej, że nauczona była usypiania tylko przy piersi i w każdej "płaczliwej" sytuacji pierś była jedynym i najlepszym pocieszeniem. Dlatego z bólem serca oddałam Tysię w ręce taty, który od piątku ją usypia i obsługuje podczas sennych przebudzeń. Ja śpię w drugim pokoju i jak słyszę ten pełen żalu płacz to serce mi pęka i łzy same lecą. Smutek potęguje masakryczny ból piersi, ale najtrudniej jest mi wyciskać do umywalki mleko z piersi, a tak walczyłam o utrzymanie laktacji, w ogóle o możliwości karmienia piersią. U Tysi było prościej,  bo byłam mądrzejsza o doświadczenia z Pierwszakiem, ale przy żadnej z mych ciąż sparawa laktacji nie była oczywista tylko wymagała ode mnie poddaniu się całodniowym i całonocnym karmieniom, aby wreszcie pokarm po tygodniach zaistniał w wymarzonej formia. Szkoda wielka szkoda, najbardziej martwię się o wszelkie choroby, bo wówczas "mleko z piersi" jest niezastąpionym lekarstwem, niezastąpionym pocieszycielem i wybawicielem. Przykro, na prawdę przykro. Pierwszaka karmiłam do dwóch lat i odstawiłam go w pełni przekonana o konieczności tego zakończenia tego etapu, tu tak nie jest ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz